piątek, 3 kwietnia 2015

V - "Mydlana tajemnica"

MARTA

Bezsensu. 
Jaki ma sens znajdowanie w koszuli kartki z narysowaną omegą? Żaden, ot co.
Obudziłam się w domku Hermesa (teoretycznie będąc w Obozie Półkrwi powinnam być w domku Aresa, albo Hadesa, ale nie miałam ochoty tam nocować). Lubię patrzeć, jak na podłodze rysują małe dzieci, które dowiedziały się o tym, że są herosami od rodziców zostają tam skierowane w pierwszej kolejności.
Niestety, kiedy tylko przywiązywałam się do jednego dzieciaka, mój pobyt w Obozie się kończył i musiałam wracać do Nowego Rzymu, to wracałam po roku i już go tam nie było. To okropne uczucie...
 [Max mówi, że nie wiem jeszcze, co to jest rodzeństwo. Z wielkim naciskiem na jeszcze, Maxwell.]
Ubierałam się w i nagle, całkiem niespodziewanie, wypadła z koszuli karteczka z narysowaną omegą. O mało nie krzyknęłam, ale chyba pisnęłam, bo wszyscy się zlecieli. Powiedziałam, co się dzieje, ale Travis i Connor od razu zaczęli się śmiać. Wszyscy wzięli to za głupi dowcip, ale potem jeden ze Stollów porozmawiał ze mną i powiedział, że nie ma pojęcia co to znaczy i to nie robota jego, ani jego brata.
"W takim razie kogo?" - zapytałam. Mężczyzna wzruszył ramionami.
 "Nie mam pojęcia" - odpowiedział poważnie.
Kiedy grupowi domku Hermesa mówią poważnym tonem, to na pewno nic nie kręcą. Przynajmniej w takich sytuacjach. Travis obiecał, że znajdzie tego, kto się z tego tak naśmiewał.
Dla mnie to nie było śmieszne. Omega oznacza koniec. W moim języku znaczy to śmierć, a biorąc pod uwagę, że mam pana rzymskiego podziemia za dziadka, sprawa wyglądała podejrzanie.
* * *
Max złapał mnie za nadgarstek w drodze do pawilonu jadalnego, z wielkim uśmiechem od ucha do ucha wymalowanym na twarzy. Banan zniknął, kiedy zauważył moją śmiertelną powagę.
 - Hmm... - mruknął, kiedy jego świetny plan zrobienia mi kawału prysnął jak bańka mydlana - Tha, zjadłaś dzisiaj mydło? Alec mówił, że ktoś znalazł nadgryzione mydło w łazience.
 - Nie - odpowiedziałam, szturchając go w ramię. Cały zesztywniał.
 - Okej... to chyba jednak były żarty. No to cześć.
Nadgryzione mydło? Dzieci boga złodziei lubiły robić przeróżne kawały. Zamiast napojów na imprezach organizowanych od czasu do czasu nalewały szamponów, przemalowywały domek numer pięć (Aresa, nie polecam) na różowe kolory, wrzucali narzędzia ogrodowe dzieci Demeter do jeziora, ale na Hadesa, kto jadłby mydło?
 - Ta, cześć - pożegnałam się, przyśpieszając kroku. Na myśl nasuwała mi się tylko Silena, ale dostała dwa dni wcześniej szlaban na wychodzenie z domu od rodziców za coś, co naprawdę zrobił jej brat. Na nieszczęście ten zakaz nie został zniesiony w Obozie Herosów, a dodatkowo zabroniono jej przyjmować gości. 
Nie miałam zatem nikogo do poważnej rozmowy. Tak, był jeszcze Max, ale on by nie zrozumiał moich zmartwień. Wmusiłby we mnie całą tabliczkę czekolady, a ja wtedy nie czułabym się zbyt dobrze, potem bym go zapytała "co o tym sądzisz?", a on odpowiedziałby "Tha, jadałaś dzisiaj coś słodkiego? Ciocia Hazel mówiła, że nie możesz". 
Nie miał nigdy złych intencji, ale to nie jego towarzystwa potrzebowałam. Z głośnym westchnieniem usiadłam na pniaku przy skraju lasu, a pod rękę nasunęła mi się sucha gałąź. Na pewno nikt w niej już nie mieszkał. Scyzoryk poszedł w ruch i po około kwadransie - a może godzinie? - miałam w ręce prawie ukończone drewniane serce.
 - Super - odezwał się głos zza mnie. 
Nie byłam zadowolona ze swojej pracy. Przez nieuwagę ucięłam się w palec. Cienka strużka krwi spłynęła mi po kciuku. Syknęłam z bólu z małym opóźnieniem.
Odwróciłam się za siebie. Tamta osoba mnie najwyraźniej nie zauważyła, stała ubrana w czarny płaszcz, z ciemnymi włosami rozwianymi na wszystkie strony świata. 
 - Super Dionizosie, zarąbiste załatwiłeś wifi! 
 - Bianca? - zapytałam zaskoczona. - Telefony są zakazane. 
Szatynka pokręciła głową ze zdenerwowaniem, wtykając komórkę w pośpiechu do kieszeni. 
 - Po cholerę jasną ten zakaz, skoro i tak nie działają? - westchnęła głośno z irytacją, podwijając rękawy płaszcza. Było gorąco, cieplej niż w Obozie Jupiter, chociaż tam klimat był zawsze tak gorący, że wydawało się, że w nocy temperatura dochodziła do trzydziestu stopni Celsjusza. 
 - Po co ci to? - zapytałam, chowając niedokończone serduszko do kieszeni w spodniach. Bianca di Angelo ściągnęła płaszcz i przewiesił go sobie przez ramię. Na jej koszulce widniał napis "MAM UCZULENIE NA IDIOTÓW", tak jakby chciała mi to pokazać. 
 - Byłam... umówiona - musiałam wyglądać dziwnie, więc Bianca, która zapewne pomyślała, że myślałam o spotkaniu z koleżanką ze szkoły, natychmiast zaczęła tłumaczyć - no wiesz, z chłopakiem. 
Uniosła rękę do góry jakby w geście, żebym nie pytała o nic więcej. I po prostu poszła we własną stronę. 
Przyciągnęłam nogi do siebie, siadając po turecku. Jakimś sposobem całkiem zapomniałam o tym drobiazgu, który tkwił wetknięty w największą otchłań moich spodni. Zawsze zapominałam sprawdzać, co miałam w kieszeniach. 
Powoli czułam, jak mijał czas. Zaczepiło mnie kilka driad, niektóre siadały obok mnie i bawiły się moimi włosami. Jedne był kolorowe, inne brązowe jak pnie drzew, a jeszcze inne zielone jak młode korzonki roślin. Jednak wszystkie były miłe. Pytały się o to i owo, chociaż czułam do czego zmierzały. Nie byłam częścią ich świata. Były nimfami - nie driadami. 
Zawsze lubiłam samotność, chociaż towarzystwo ludzi także ceniłam. 
 - Cześć - ktoś pogłaskał mnie po głowie tak, że oczy miałam przysłonięte gęstwiną włosów. 
 - Cześć Luke - odparłam od niechcenia. Luke był w porządku. Ni grzał, ni ziębił. - Co u Sil?
Chłopak zrozumiał swój błąd i ogarnął mi grzywkę z twarzy. Chociaż ten jeden raz pomyślał.
 - W porządku - odpowiedział, wzruszając ramionami. - Chcesz się przejść?
Jego propozycja na chwilę zbiła mnie z tropu. Zazwyczaj nie miał takich pomysłów. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, było to, że chciał zrobić sobie ze mnie żarty.
 - Okej, no dobrze - podźwignęłam się by stanąć. Przez moment miałam nogi jak z waty i zakręciło mi się w głowie. 
Nawet nie pamiętam, jak zaciągnął mnie w głąb lasu. 
 [Max, serio, ja się z nim nie całowałam! Nie rób fochów na nagraniu, chociaż na to dobre wrażenie!]
Luke szczotkował włosy palcami, rozglądając się wokoło. 
 - Hej, jesteście? - zapytał przyciszonym głosem.
W pierwszej chwili miałam go za kompletnego idiotę, jednak potem coś zaszeleściło. 
 - Taaak. A teraz z łaski swojej, pomóż na...! - pisnął dziewczęcy głos, ale nie udało mu się zakończyć swojego wywodu. 
 - Ciszej Cleo, cierpliwości.
 - Auuu, moja noga, Juls!
Luke wyciągnął do mnie rękę z błagającym spojrzeniem. Oddałam mu mój scyzoryk, byleby oni się chociaż na chwilę zamknęli. Przeciął krzaki, a potem ujrzałam przed sobą cztery osoby w dosyć nietypowej pozycji. 
Najstarszy z afroamerykańskich chłopców siedział najmłodszemu na nodze, a ciemnoskóra, chociaż nie tak ciemnoskóra jak mama - tylko bardziej o miodowej cerze - była zmuszona obejmować za szyję chłopaka o skórze białej jak świeże mleko, przez co najbardziej rzucał się w oczy, niewiele starszego ode mnie. Prawdopodobnie w tym samym wieku co Max, chociaż po Maxwell'u Valdezie nie było widać jego czternastu lat.
I wszyscy byli ubrani w pidżamy, jakby właśnie zwiali z Pidżama Party organizowanego przez potwory. 


*-*-*-*-*-*-*-*-*

Nie widziała wiele, paraliż ogarnął jej ciało. Musiała znaleźć jakieś inne rozwiązanie. 
Nie przeżyłaby kolejnego spotkania z nim. Nie chciała, a jednocześnie pragnęła tego jej duma. Chciała mu wszystko wygarnąć.
Sama nie mogła tego zrobić. Nie czuła się na siłach. Jednocześnie wiedziała, że musi... 
jej ręka machinalnie powędrowała do wisiorka wiszące na jej szyi. Przejechała dłońmi po całym obojczyku, a potem do łopatek. Z ciężkim sercem ściągnęła go z szyi i zacisnęła w dłoni. Rozgrzał się do czerwoności, ale nie czuła jego żaru. Otworzyła drzwi domku Afrodyty, kierując się do Wielkiego Domu. 
Na biurku była kartka, a z nią długopis. 
Już widziała, o czym mówiła przepowiednia. Nie była cała, czuła, że ktoś inny ma jej zakończenie, na dodatek nie mówiła nawet, w którą stronę ruszyć. Cienka linka, na której trzymał się wisiorek poruszyła się niespokojnie.

Dziedzictwo Egiptu, Grecji potęga,
wkrótce stanie przed wielkim wyzwaniem.
Sprostać starożytnym wymogom, 
inaczej wszystko pójdzie na pastwę wrogom. 
Jeden ze wszystkich zostanie 

przeszkodą, niegodą.

Domek Hadesa okazał się idealnym celem. Wiedziała, że Strom był bystry. Wiedziała, że uwierzy. 

1 komentarz:

  1. Na bloga trafiam przypadkiem, w sumie przeczytałam na razie tylko ten rozdział , ale podoba mi się! :) Oby tak dalej! :) Zacznę nadrabiać poprzednie rozdziały, bardzo mnie to ciekawi.
    Całuję :*
    Zapraszam do siebie, pierwszy post! :)
    http://bookis-mydrug.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń